środa, 19 lutego 2014

Złoto

Drużyna, zmęczona całonocnym grabieniem… echem… przywracaniem społeczeństwu skarbów z katakumb, wróciła właśnie do miasta. Obolali wtargnęli do pierwszej możliwej karczmy, po czym legli w posłaniach, które wynajęli na tę noc.
            Rano bohaterska trójca usiadła do lokalnego śniadania.
            - Nie pasuje mi Gietlandzka kuchnia – wybrzydzał Eldiriad.
            - Nie pasuje ci nic co ma mięso w środku – stwierdził Roland.
            - Nie pasuje mi to co ma szczura w środku – odpowiedział Eldiriad.
            - A szczur to nie mięso – Roland się nawet nie przejął. – Zresztą jedzcie, bo musimy dzisiaj sprzedać łupy.
            - I jak zawsze TY będziesz to załatwiał? – Zapytał się Gorder. – Zawsze przynosisz grosze…
            - I znowu to samo – Wściekł się Roland. – Do usranej śmierci będę ci chyba musiał to powtarzać: drożej się nie da. Można zwariować przez tych sklepikarzy!
            - Bo ludzie nie mają za grosz zmysłu handlowca – stwierdził Krasnolud. – Gdybym to ja miał sprzedawać…
            - Dobra! – przerwał mu człowiek i wpakował mu worek z łupami w ręce. – Ty dzisiaj sprzedajesz łupy. Do zobaczenia dzisiaj wieczorem!
            Roland zdematerializował się. Gorder popatrzył na elfa.
            - Na mnie nie patrz! – szybko stwierdził Eldiriad. – Dziś zamierzam się byczyć przed kominkiem i grać na lutni.
            Gorder westchnął, zarzucił worek z łupami na plecy i wyszedł z karczmy. Rozglądnął się w poszukiwaniu sklepu i zauważył „Emporium pana Gamorium”. To wyglądało obiecująco. Szczególnie neon zmieniający kolor co jakiś czas.
            Wszedł do środka, podszedł do lady i nacisnął dzwonek.
            - W czym mogę służyć? – zapytał się człowiek w białej todze i okularach.
            - Eee – zaczął krasnolud. – Prowadzicie skup artefaktów.
            - Zależy co pan ma.
            Krasnolud wysypał na stół łupy. Sprzedawca ułożył je i podał ceny.
            - Łącznie 25 gwinei – stwierdził.
            - To musi być jakieś święto żartu! – stwierdził Gorder. – Sam posążek jest warty 30!
            - To sklep, a nie instytucja charytatywna, nie podoba się, są inne sklepy w tym mieście.
            Krasnolud spakował sprzęt i ruszył przed siebie.
            - 20 gwinei – stwierdził ekspedient w drugim sklepie.
            - Ja to bym dał 30, ale szef trzyma nas krótko. Mogę dać tylko 18 – sklepikarz w trzecim sklepie nie dał sobie utargować ceny.
            - Lubię, cię, też jestem krasnoludem z Khrk Grdwt, ale mogę ci dać tylko 19, rozumiesz konkurencja… - stwierdził krasnolud w czwartym sklepie.
            W kolejnych sześciu nie było lepiej. Ceny oscylowały od 15stu do 20stu gwinei. Gorder usiadł zrezygnowany przy fontannie.
            Po drugiej stronie Eldiriad grał na lutni, a jakiś człowiek w błękitnej todze biegał w około i rozdawał pergaminy.
            Postanowił wrócić do pierwszego sklepu.
            - 20 gwinei – stwierdził sprzedawca.
            - Przecież wcześniej chciałeś dać 25!
            - Wróciłeś po kilku godzinach, co znaczy, że w innych sklepach chcieli dać mniej.
            - Argh! – krzyknął krasnolud. – No dobra.
            Wyszedł zrezygnowany na zewnątrz. Obok niego przebiegł Eldiriad goniony przez grupkę ludzi krzyczących: „Śmierć elfom”!
            - Nawet nie chcę pytać – stwierdził Gorder.

            Drużyna szła ulicą.
- Myślałem, że wrócisz z dziesięcioma – stwierdził Roland. – Jednak to całe pier…e o krasnoludzkim handlu jest prawdą.
- A co myślałeś! – stwierdził krasnolud. Na myśl, że mógłby zdefraudować 10 gwinei dla siebie, a Roland i tak byłby zadowolony, ściskało go w żołądku.
- O patrzcie! – Eldririad pokazał na sklep obok. – Sprzęt do odegnania elfa za 10 gwinei.
Na witrynie leżały wszystkie przedmioty, które sprzedał Gorder i każdy z metką 10 gwinei.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz