środa, 19 lutego 2014

Lutnia

Gorder i Eldiriad siedzieli w karczmie.
- Na mnie nie patrz! – szybko stwierdził Eldiriad. – Dziś zamierzam się byczyć przed kominkiem i grać na lutni.
Gorder wyszedł, a Eldiriad usiadł przed kominkiem i na swojej starej lutni zaczął przygrywać melodię. Obok niego usiadł mężczyzna w błękitnej todze i przysłuchiwał się elfim balladom.
- Wybacz, że przerywam, o szlachetny elfie – Eldiriadowi wydawało się, że człowiek mówi szybciej od błyskawicy. – Grejo, impresario gwiazd lutniarskich; możesz być wielki; jeśli ci pomogę staniesz się sławny i bogaty; sławniejszy od operowego cudownego dziecka Justyniana Biebra. Tylko ze mną.
Elf zastanowił się. Propozycja była absurdalna i tylko głupek by z niej skorzystał.
- Wchodzę w to! Od czego zaczniemy?
- Na początek musisz nagrać magiczny pergamin w formacie B5, tak jak wszyscy artyści, a to kosztuje. Nie martw się. Mój kuzyn jest magiem i da nam rabat. To będzie jakieś 10 gwinei.
- Acha.
- Później występy na otwartym powietrzu, podpisywanie pergaminów w sklepach REM’PIK, a na koniec koncerty. Będziesz wielki, większy niż Krystiana z Aguliary!.

Nagranie pergaminu było proste. Eldiriad znał kilkanaście utworów na lutnie, a mag spisujący dźwięk na pergaminie, szybko się z zadaniem uwinął.
- Teraz, zacznie się coś co nazywamy promocją artysty – stwierdził Grejo. – Będziesz grał, a ja będę sprzedwał twoje pergaminy.
Eldiriad grał i przygrywał i grał i śpiewał i brzdękał, ale pergaminy jakoś zdawały się nie zniakać z rąk Grejo.
Zmienili miejsce i dalej nic. Do salonów sieci REM’PIK nie chcieli ich nawet wpuścić, już nie mówiąc o przyjęciu na sprzedaż ich pergaminów.
- I co teraz? – spytał się Eldiriad, świadomy że zmarnował czas i pieniądze.
- To nie nasza wina – uspokajał Grejo. – Wielkie koncerny pergaminowe opanowały rynek i nie pozwalają się przebić zdolnym i niezależnym artystom, takim jak ty, mój druhu.
- Naprawdę – Eldiriad wiedział już jak Justynian Biebr zrobił karierę. Tak! Winne były koncerny i złe korporacje!
- Musimy uderzyć w inną strunę. Załatwię ci koncert!

Eldiriad nie za bardzo był gotowy na prawdziwy koncert w zaledwie kilka godzin od rozpoczęcia swojej solowej kariery, ale był to jedyny sposób, aby już nigdy w życiu nie oglądać Gordera i Rolanda.
- Wyjdź na scenę i bądź naturalny – Grejo dawał mu ostatnie rady, zanim ze sceny podniosą kurtynę. – Grasz płatny koncert dla LOLpE. To najbardziej wpływowi ludzie w tym mieście. Nawet Książę musi się z nimi liczyć! Pomogą w twojej promocji.
- Co to LOLpE? – spytał się elf.
- Jakiś NGO – odpowiedział Grejo.
Kurtyna, zaczęła się podnosić. Grejo zajął miejsce z boku i podniósł kciuki. Eldiriad zagrał swój najlepszy kawałek, ale widownia ani drgnęła. Cisza. Zagrał kolejny. Jedynie niemrawe szepty. Jakby oburzenie. Zagrał trzeci i czwarty kawałek. Nic. Podrapał się po głowie. Małe dziecko pokazywało coś nad jego głową
Obrócił się i zauważył wielki baner „Liga Obrony Ludzkości przed Elfami”.
-Acha! – stwiedził. – To dlatego!
Natychmiast wbiegł za kulisy i krzyknął do swojego impresaria „Spier…y!”. Udało im się jakoś wydostać z budynku, ale dziki tłum z pochodniami siedział im na plecach. Eldiriad z rozmysłem skierował się w stronę patrolu straży miejskiej. Strażnicy na widok jego, jego impresaria i dzikiego tłumu, zaczęli wiązać buty (mimo, że nie mieli sznurówek), przeglądać sklepowe witryny, lub nagle przypominali sobie o naostrzeniu halabard lub włączonym żelasku w domu.
Dziki tłum zdawał się zaś rosnąć. Eldiriadowi wydawało się nawet, że minął po drodze Gordera. W końcu, on i jego impresario dotarli do zaułka i zgubili goniących.
- To tylko mała obsuwa – wydyszał Grejo. – Mamy dzisiaj jeszcze trzy koncerty i będzie…
Impresario nie skończył, bo lutnia wylądowała na jego głowie. Eldiriad zaś otrzepał ręce i postanowił wrócić do gospody.

Drużyna szła ulicą.
- Myślałem, że wrócisz z dziesięcioma – stwierdził Roland. – Jednak to całe pier…e o krasnoludzkim handlu jest prawdą.
- A co myślałeś! – stwierdził krasnolud. Na myśl, że mógłby zdefraudować 10 gwinei dla siebie, a Roland i tak byłby zadowolony, ściskało go w żołądku.
- O patrzcie! – Eldririad pokazał na sklep obok. – Sprzęt do odegnania elfa za 10 gwinei.
Na witrynie leżały wszystkie przedmioty, które sprzedał Gorder i każdy z metką 10 gwinei. Eldiriada zaciekawił plakat na słupie. Była na nim piękna elfka o czarnych włosach i pseudonimie „Katia Perra”, wschodząca nowa gwiazda. U dołu zaś podpis impresaria o imieniu Grejo.
- Nie, to niemożliwe – powiedział do siebie Eldiriad. Na pewno nie zdołałby tego zrobić w ciągu jednego wieczoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz