Kuni Daigo dostojny samuraj z równie dostojnego rodu Świetlistego Homara zamlaskał dwa razy. Nie trzeba było pić w gospodzie - pomyślał. Sake, które mu podano było nienajlepszej jakości. Tak się zdenerwował, że dobył swojej katany i kilkoma cięciami "przyczajonego homarzego szczypca" rozpłatał papierowe ścianki działowe. Gorzej, że przy okazji przeciął również kilka belek podtrzymujących dach gospody.
Lało niemiłosiernie. Gdyby nie zbroja, której nigdy nie zdejmował, a która osłaniała go przed deszczem, czułby się podenerwowany.
- Kuni-san - podszedł do niego jego kompan Asahina Sekawa. Był to młody samuraj z rodu Cwanego Bociana. - Byłem na bazarze, ale nie mieli nic dobrego, to chyba możemy wrócić do gospody i się napić sa... - Sekawa otworzył usta i złapał się za głowę, gdy tylko doszło do niego, że ruina przed, którą stoi, to gospoda w której zatrzymał się wraz ze swoim towarzyszem na noc. - ...aaa... - Daigo zastanawiał się jak długo zajmie mu dokończenie słowa sake. - ...kekekekekekeke.
Uff, westchnął Daigo. Przyjął całkiem nieźle fakt, że cały jego podróżny dobytek, w tym ceremonialna zbroja, przekazywana z pokolenia na pokolenie w jego rodzie od niemal dwóch stuleci znajduje się pod całym dachem ciężkich dachówek. Kiedyś jakiś chłop opowiedział Daigo o tym, że domy są budowane tak, aby wytrzymywać ataki boskich wiatrów. Daigo musiał go oczywiście później zaprząść do pługu, za karę, że spojrzał samurajowi prosto w oczy.
- Ku-ni-san? - brew Sekawy drgała jak szalona gdy ten spojrzał na Daigo. - Co tu na przodków się stało? Gdzie moi służący?
Daigo wskazał na rumowisko.
- Gdzieś tam - odpowiedział samuraj w zbroi. - No wiesz, mieli nieświeżą sake i...
- Sake! - krzyk samuraja z klanu bociana słychać było na całym jadeitowym archipelagu. - Zrównałeś z ziemią budynek przez sake?!
- Tak jakby samo się zrobiło i...
- Moja zbroja! - Sekawa zaczął odrzucać dachówki w miejscu, w którym kiedyś był jego pokój. W końcu wyciągnął niemal nienaruszony hełm. - przodkom niech będą dzięki, niemal nienaruszony! - o mało się nie popłakał ze szczęścia. Usłyszał jednak lekkie chrupnięcie, po którym hełm rozpadł sie na kawałki.
- Nie martw sie - Daigo poklepał go po plecach. - Sklei się!
- Ja ciebie zaraz przykleję! - krzyknął Sekawa. - Do podłogi ty pomazańcu głupoty!
- Hej, no tylko nie głupi - Daigo nie lubiał jak go się obrażało. Tak jak nie lubiał nieświeżej sake.
- Bakabakabakbakbaka BAKA! - krzyczał dalej Sekawa.
Daigo przyjął postawę bojową i położył dłoń na rękojeści swojej katany.
- Ikuzo! - wyzwał Sekawę.
- Koi! - młody samurai złapał za swój miecz. - Baka samurai!
Oboje stali na przeciwko siebie. Byli mistrzami w początkowym stadium pojedynku. Każdy samuraj wiedział, że początkowe stadium w starciu mistrzów może trwać całe dni, gdy obaj szermierze stoją naprzeciwko siebie i czekają, który pierwszy się poruszy.
Niestety nie dzisiaj. Deszcz, który wsiąkł w zbroję i ubranie Daigo spowodował lekki skurcz palców.
- Atsetsetse - wymamrotał Daigo.
Sekawa natychmiast wykorzystał ten moment i rzucił się w szybkim ataku. Obaj samurajowie wykonywali swoje tańce bojowe. Taniec Daigo ograniczała zbroja i ból żołądka po sake. Sekawy zaś szaleńcza wściekłość po utracie dobytku.
Sekawa bezustannie atakował i zmusił Daigo do wskoczenia na mur oddzielający gospodę od reszty miasta. Sekawa dalej nacierał. Daigo zaś potknął się i zleciał na głowę. Na szczęście stary hełm samuraja zamortyzował upadek.
Sekawa zeskaoczył i dalej atakował. Teraz biegli równolegle przez główną ulicę miasteczka. Cały czas wymieniali przy tym ciosy. Kramy i stoiska znajdujące się na ich drodze padały pod gradem ciosów. Najpierw stoisko z grzybami Mun z Shing-Tong. Później z jabłkami Ponya z Białej wyspy. Wreszcie garnki starego mistrza Toryamy - który na szczęście dzisiaj był zastępowany przez syna. Jego ćwiczony od najmłodszych lat refleks pozwolił mu na szczęście uciec z pod wściekłych ostrzy katan.
Samurajowie walczyli zaś dalej. Daigo wiedział, że im dłużej tym ciężej będzie mu nadążyć w swojej zbroi za młodym Sekawą. Jeśli nie chciał splamić honoru swojego klanu - co ostatnimi czasami zdażało mu sie zbyt często - to musiał zakończyć natychmiast ten pojedynek.
Przyjął postawę wathy homarów i wykonał swoją słynną technikę "morskiego cykonu boga homarów". Potężna fala Kłi, która opuściła jego ostrze mknęła ku Asahinie. Ten skorzystał z tajemnej techniki "wiejącego bociana" i uniknął ataku.
Wielka i niemal dwustuletnia siedziba administracji cesarskiej w mieście runęła. Obaj samurajowie znali ją dobrze. Wczoraj byli w niej na ceremonii picia herbaty. Daigo popatrzył na Sekawę, a ten na niego.
- Kuni-san!
- Asahina-san!
- Kuni-san!
- Asahina-san!
- Kuni-san!
- Asahina-san!
- Wiejemy?
- Wiejemy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz