Drużyna była spętana łańcuchami i przykuta do ściany królewskiego lochu w Keln, stolicy Alemanni.
- Czy ktoś wie, dlaczego tak tu wisimy? – zapytał się Gorder.
- Nope – odpowiedział w mowie keltickiej Eldiriad.
- Ale mnie swędzi! – dodał Roland. – Dałbym teraz wszystko za trzecią rękę.
Nagle poczuł miłe drapnięcie po łopatce. Po chwili zdziwiony odwrócił się w stronę Eldiriada, którego ręka nie dość, że nie spoczywała w kajdanach, to jeszcze go drapała.
- Ty synu snotlinga! – warknął. – Jak długo twoje ręce były wolne!
- Jakieś pół godziny. Są za chude na kajdany – odpowiedział ze spokojem elf. – I po co te wyzwiska.
- Czemu nie powiedziałeś!
- Nie pytałeś.
- Uwolnij mnie i Gordera i zmywajmy się stąd nim cię zaszlachtuje.
Elf zaczął szukać czegoś co mu pomoże na wydostanie reszty drużyny z kajdan.
- Chłopaki, nic tu nie ma – odpowiedział zrezygnowany. – Bez naszego sprzętu ani rusz.
- Może to ci pomoże – strażnik podał klucz elfowi.
- Dzięki – Eldiriad wziął klucz i poszedł w stronę Rolanda. Ten lekkim skinieniem głowy kazał mu się obejrzeć za siebie. Gdy elf to zrobił zauważył tuzin strażników, uzbrojonych po zęby i z wyrazem twarzy: „co za debil!”.
Potężna sala tronowa Alemannii pamiętała jeszcze czasy gdy, królowie z Keln rządzili niemal połową świata (zadziwiające jak wielu władców świata rządziło tak niewielką jego częścią przez tak krótki czas), teraz jednak królestwo zgodnie z prawidłami świata dark fantasy chyliło się ku upadkowi. Nie interesowało to naszą drużynę, która ze zdziwieniem odkryła, że zamiast na szafot, przyprowadzono ją przed oblicze Ottona V Skorupkę. Król siedział na swoim tronie i przyglądał się naszym bohaterom.
- Czy to prawda, że rozgromiliście samotnie wielką hordę z przełęczy bagiennej? – zapytał się nie wierząc, że ta oto grupka przypominała mu bandę banitów niż paladynów, o których śpiewali bardowie.
- Tak – odpowiedział szybko Roland, nie mając serca (lub odwagi jak kto woli) powiedzieć królowi, że pomylił ich z sir Tormirem i smokami północy.
- Co ty robisz! - szepnął Eldiriad. – My tego nie zrobiliśmy!
- Pewnie chce nam zlecić jakąś misję – odpowiedział szeptem człowiek. – Weźmiemy zaliczkę i tyle nas będą widzieli...
- No nie wiem, oszukać króla – elf przedstawił swoje obiekcje.
- Co?! Pieniądze?! Wchodzę w to – Gorder nie miał żadnych.
- Posłałem po was wielcy bohaterowie, bo potrzebna mi wasza pomoc – Zaczął król. – Moja ukochana bratanica Alidea została uprowadzona w lesie Whiskwood przez bandę kruków.
Roland wiedział, że należy omijać ziemie kruków. Ich przywódca Sparrow Wood lubił odbierać martwym i dawać żywym. Czyli uśmiercać swoje ofiary, a siebie samego i swoich ludzi traktować jako jedynych żywych.
- Nie martw się panie uratujemy twoją córkę! – odezwał się Gorder. – Ale najpierw zaliczka.
- Moją bratanicę, mistrzu krasnoludzie – poprawił krasnoluda król.
- Ziemniak, kartofel, bez różnicy – odpowiedział krasnolud. – Preferuje mistrzu praktykancie II kategorii krasnoludzie. Subtelna różnica, ale zawsze.
- Jak zwał tak zwał – zrewanżował mu się król. – W zaliczce dostaniecie 12000 sztuk złota – szczęki członków drużyny dotarły do podłogi. – Ale pamiętajcie, że złoto jest umagicznione. Jeśli za miesiąc mojej bratanicy nie będzie na tej sali, wasze złoto zniknie.
- Król się nie boi, że wydamy złoto? – zapytał się Roland.
- Jeśli złoto zmieni właściciela, eksploduje, spróbujecie przy nim majstrować lub je porzucić, to efekt będzie ten sam.
Drużyna zrozumiała, że dostała w prezencie od króla siedem kilogramów wybuchowego kruszćca.
Pięć dni zajęło dotarcie drużynie do wioski Everitingham na obrzeżach lasu Whiskwood. Tam drużyna skierowała pierwsze swoje kroki do miejscowego szeryfa Roberta. Ten spał oparty o swoje biurko. Gdy bohaterowie weszli, zerwał się na równe nogi.
- Wiedziałem, że po mnie przyjdziesz Sparrow! – krzyknął. – Wiedz, że szeryf z Everitingham nie da sobie tak łatwo odebrać życia i prędzej ucieknie niż da się ograbić!
Szeryf podbiegł do okna, wyskoczył na zewnątrz, gdzie czekał na niego uszykowany koń. Robert pogalopował na nim w dal, jak najdalej mógł od tego przeklętego lasu. Wtedy w kronikach świątynnych w wiosce zapisano ten dzień jako ten, w którym tajemniczo zniknął szeryf.
- To co teraz? – zapytał się Gorder. – Jak bez pomocy szeryfa mamy pokonać Sparrowa i wydrzeć mu bratanicę króla?
- Jesteśmy przecież poszukiwaczami przygód – odpowiedział dumnie Roland. – Użyjemy tego co potrafimy najlepiej!
- Naszej siły, umiejętności i mocy? - zapytał się Eldiriad.
- Nie, zgłupiałeś! Nie mamy tego – odpowiedział Roland. – Ale mamy coś lepszego.
Roland uśmiechnął się diabolicznie. W tym momencie powinno dojść do przejścia w inną scenę, gdzie czytelnik dowie się, że w wyniku wykonania arcysprytnego planu nasi bohaterowie pokonają Sparrowa i jego bandę kruków z Whiskwood. I wtedy pomyślą: oto mu chodziło!
- Czyli co? – przerwał przejście do następnej sceny Eldiriad.
- Masę złota – odpowiedział spokojnie Roland.
- Jeśli im ją damy wybuchniemy – Gorder znalazł błąd logiczny w rozumowaniu człowieka.
- My nie, ale złoto tak – wyjaśnił awanturnik.
Drużyna stała nad trupami Sparrowa i jego bandy w środku lasu.
- Powinni pomyśleć, że jak ktoś od tak rzuca im złoto, to coś musi być nie tak – powiedział Roland.
- Patrzcie temu widać mózg! – odezwał się Gorder.
- Przeszukałem Sparrowa i znalazłem mapkę z zaznaczonym krzyżykiem – stwierdził Eldiriad. – Moje wieloletnie doświadczenie podpowiada mi, że tam musi czekać na nas bratanica króla!
Nasza drużyna ruszyła eksplorować las by po dłuższym(dwugodzinnym ) spacerze znaleźć tajną kryjówkę Sparrowa i jego ludzi. Był to domek na drzewie i z napisem „Nasza tajna kwatera”. Na około niego rozbitych było kilka namiotów. Drużyna weszła na górę i znalazła tam śpiącą na łóżku młodą dziewczynę.
- Super! – stwierdził Gorder. – Młodociana śpi. Teraz ją tylko stąd zabrać i po zadaniu.
- Nie chcę być tym, który to mówi... – wtrącił Roland. – To zazwyczaj ta część przygody, kiedy wszystko bierze w cholerę.
- Zobaczmy co się stanie – dodał Eldiriad.
Zaczęli rozglądać się gorączkowo po pomieszczeniu stanowiącym grupę połączonych ze sobą niezgrabnie desek. Poza łóżkiem, na którym spała księżniczka, był też kufer. Gorder wziął się natychmiast do otwierania.
- Zamknięty! – stwierdził. – Dajcie mi chwilę. Robiłem takie zamki by zdać sesję. To proste – Gorder zaczął grzebać w zamku, gdy nagle złamał wytrych. – K...a!
Dziewczyna zerwała się na równe nogi.
- Kim jesteście! – krzyknęła.
- Spokojnie młoda – stwierdził Gorder. – Twój ojciec nas tu przysłał.
- Ekhm! – odezwał się Eldiriad. – Twój wuj.
- A Sparrow Wood? – zapytała.
- Zajęliśmy się tym – stwierdził bohaterskim tonem Roland. – To był pryszcz dla naszej bohaterskiej kompanii.
- Bohaterska kompania? – zapytał się Gorder. – Ktoś tu myśli krótszym mieczem...
- Pryszcz? Pryszcz! – dziewczyna zrobiła się czerwona. – Wy idioci!
- Poprawcie mnie jeśli się mylę – zaczął Eldiriad. – Ludzie reagują zazwyczaj ulgą, gdy się ich ratuje, prawda?
- Taa – odpowiedział Roland. – Chyba nasze szczęście zaskoczyło.
- Ulga? – kontynuowała zdenerwowana dziewczyna. – Sparrow mnie nie porwał! No może na początku – zreflektowała się. - Później w wyniku mojej perswazji połączyliśmy siły.
- Jak zwykła dziewczyna przekonała bandę banitów, aby „połączyli” z nią siły – zapytał Roland.
- To proste. Chcieliśmy się wzbogacić. Sparrow nie potrafił liczyć nawet do dwóch. Ktoś musiał pilnować budżetu.
- Bu...co? – zapytał Roland.
- Coś co pozwoliłoby nam kończyć każdą robotę na plusie, nie na minusie – stwierdził Gorder.
- Zanim przybyłam, to była banda obdartych włóczęgów – kontynuowała dziewczyna. – Szeryf spuszczał im cały czas manto. To ja ustalałam im taktykę, kupowałam broń i nawet rozpuściłam siatkę informatorów. Było już tak pięknie. Szeryf nawet gdzieś zniknął...
Eldiriad i Roland wymienili się spojrzeniami.
- Co! – zapytała się dziewczyna.
- To też, tak jakby nasza zasługa – stwierdził niepewnie Roland. – Nieważne. Warcamy do domu i...
- Wychodź natychmiast Sparrow! – usłyszeli głos dobiegający z dołu. Eldiriad wyjrzał na zewnątrz.
- Pamiętacie jak król nas pomylił z sir Tormirem i smokami północy – zaczął elf.
- I? – zapytał się Gorder. – Jego problem nie nasz.
- Byś się zdziwił kto wraz z pełną kompanią zbrojnych otoczył drzewo – dodał.
- Poddajcie się, bo przeto stoi przed wami sir Tormir i smoki północy! – rozległ się głos z dołu.
- Nasze szczęście – stwierdził Roland.
- Ten sir Tormir? – zapytała się dziewczynę. – Ten sam, który splądrował skarbiec króla licza? Ten, który pokonał orczą hordę? Ten, który pokonał i zjadł smoka?
- Nie lubię jak ktoś chwali konkurencję – dodał Gorder.
- Ratunku! – krzyknęła dziewczyna i wyskoczyła na zewnątrz. Po odgłosach drużyna stwierdziła, że ktoś ją złapał. – Ci rabusie mnie tu więzili! Chcieli mi robić nieprzyzwoite rzeczy!
- To niegodziwcy! – stwierdził sir Tormir. – Chłopaki! Spalimy ich żywcem, razem z tym drzewem.
Roland już otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Gorder był szybszy.
- Jeśli to powiesz jeszcze raz to utnę ci łeb!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz