środa, 19 lutego 2014

Sojusz

Drużyna siedziała w krzakach, na skraju polany i obserwowała obozowisko orków. Wielki wódz dłubał sobie w kłach czymś co było posążkiem kampańskim, jednym z zaginionych artefaktów starej ery.
- To jak to załatwimy? – zapytał się Roland.
- Możemy frontalnie – stwierdził Gorder. – Eld z lewej, ty z prawej, a ja środkiem i szast prast!
- Heloł! – odezwał się Eldiriad. – Przecież tam jest z 60 orków! Wybiją nas do nogi!
- Przepraszam, że jestem jedynym przedstawicielem gatunku, któremu odrastają ręce i nogi – obruszył się Gorder.
- Wcale nie – odpowiedział Roland. – Nie odrastają…
- A macie lepszy plan? – zapytał się Gorder.
- Obejdźmy obóz, może z drugiej strony coś zauważymy co nam pomoże – stwierdził Eldiriad.
Zaczęli przemykać między krzakami i zaroślami. Eldiriad szedł pierwszy (a raczej czołgał się pierwszy). Właśnie przedzierał się przez kolejny krzak. Liście i gałęzie wchodziły mu w oczy. Zamknął je i czołgał się na ślepo, aż jego twarz napotkała na coś miękiego. Zatrzymał się, ale Gorder czołgający się z tyłu miał na sobie hełm z rogami. Elf poczuł ból w rzyci i poleciał naprzód.
Otworzył oczy. Jego głowa spoczywała między czyimiś pośladakami. Modlił się w duchu, aby nie były to pośladki mężczyzny. Spojrzał w górę. Patrzyła na niego przerażona driada. A dokładniej Falsha. Obok niej był Kobold i Teliana. Z krzaków wyłoniła się nagle głowa Rolanda, a za nią Gordera.
- Czemu się zatrzymałeś – spytał się Roland.
Elf wskazał na postaci przed nimi.
- TOŻ TO ŁUCZNICY Z GAST! – krzyknęli równocześnie Gorder z Rolandem.
- AAA! – Driada przełamała się i spoliczkowała swoją metalową rękawicą Eldiriada.
Kobold i Teliana napięli swoje łuki.
- Znowu ci nieudacznicy <Wof!> - stwierdził kobold.
- Niech się założę, posążek kampański? – zapytał się zrezygnowany Roland.
- Jest nasz! – odezwała się Teliana. – Po tym ile pieniędzy władowałam w to, aby z ciebie zrobić człowieka, to należy mi się odkucie.
- Mówisz, o tych śmiesznych trykotach? – stwierdził Roland. – Wyglądałem w nich jak jakiś elf! – szybko odwrócił się do Eldiriada, który miał czerwony ślad przez pół twarzy. – Bez urazy…
- Ne muszysz sze tumaczycz – odpowiedział elf.
- Spokojnie – przerwał Gorder. – Jest nasz szóstka, a tam pełno orków, razem damy im radę, podzielimy się posążkiem i kulturalnie się rozejdziemy.
- On nie wie co to kultura! – stwierdziła Teliana.
- Tia, ty wiesz najlepiej! – skwitował Roland. – Byle grajek w mieście, a ona idąc na jego koncert od razu myśli, że to kultura. Byle grajek! – i znowu odwrócił się do elfa. – Bez urazy stary?
- Terasz to mnie obaszyłesz! – Eldiriad gładził się po napuchniętym policzku.
- Dobra, dobra! Nieważne! – przerwał Gorder. – Wy zrobicie dywersję, a my zabierzemy posążek.
- Czemu my! – krzyknęła Teliana.
- Macze łuky! – wyjaśnił Eldiriad. – Szwetne do nękania i dywerszji.
- Znając was, wywiniecie nam jakiś numer – stwierdziła Teliana. – Chociaż… - kobieta uśmiechnęła się złowieszczo. – Gorder przysięgnij na brodę, że podzielimy się po równo.
Rolanda przeszedł lodowaty dreszcz. Wiedział, że krasnolud nie mógł złamać przysięgi na brodę. Popatrzył na Gordera. Ten miał otwarte usta i intensywnie myślał nad całą sytuacją. Roland wsadził palce między żebra krasnoluda.
- Przysięgam! – krzyknął niemal. – K…a!

Drużyna spokojnie podróżowała kamiennym traktem. W oddali majaczyło już miasto.
- Dalej tego nie rozumiem – stwierdził Roland, bawiąc się posążkiem kampańskim. – Jak mogłeś złamać tę przysięgę. Myślałem, że to jedyny rodzaj przysięgi, który krasnoludy…
Gorder w mgnieniu oka powalił człowieka. Ostrze jego toporu, znalazło się o minimetr od szyi Rolanda.
- Nie było żadnej przysięgi! – wykrzyczał. – Jasne!
- Okej! – Roland wstał i otrzepał się. – Poza tym szansa, że łucznicy z Gast przeżyli, jest niemal zerowa. Kto by przypuszczał, że odciągając orki z obozu, trafią na powracającego mrocznego maga Rakaruakura Okrutnego – Roland zrobił pauzę, po czym odwrócił się do Eldiriada, wciąż trzymającego się za twarz. – Swoją drogą, kto by przypuszczał, że nielubiąca zbroi i chodząca skąpo odziana w bikini Falsha, postanowi sobie sprawić metalową rękawicę. Ile żebów ci wybiła?
- Czy – odpowiedział elf.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz